Brain zgodził się, więc poszłam do kuchni. Wyjęłam z szafki dwie szklanki i nalałam do nich soku. Zaniosłam je chłopakom, a sama poszłam do swojego pokoju. Spakowałam do torby wszystkie rzeczy na trening.
- Idę na trening, do zobaczenia później. - poinformowałam brata po czym wyszłam z torbą na ramieniu.
Założyłam na uszy słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Na miejsce dotarłam w ciągu dziesięciu minut. Weszłam do szatni i rzuciłam torbę na ziemię.
- Cześć. - przywitałam się z pozostałymi dziewczynami.
Zmieniłam swoje dresy na strój do ćwiczeń i poszłam na salę gimnastyczną. Na trybunach standardowo siedziała grupka chłopaków. W sali nie było jeszcze trenerki, więc zeszli do nas by pogadać.
- Hej Lily. Co tam u ciebie? - zagadał do mnie jeden z nich, jeśli się nie myliłam to Christopher.
- Standardowo, a u ciebie? - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Co powiesz na kino dziś wieczorem?
- Randka? Nie dzięki, nie mam ochoty na żadne randkowanie.
- Okej. - odszedł do reszty.
Dużo osób proponowało mi randki, ale nie chciałam iść na żadną. Nie dogadywałam się z żadnym chłopakiem na tyle, aby z nim na nią pójść, a iść z kimś, żeby iść jest bezsensu. Wiele osób z cheerleaderek umawiało się z chłopakami jeden po drugim, ale ja nadal byłam sama. Mimo to i tak cieszyłam się zainteresowaniem płci przeciwnej. Dużo osób zastanawia się jaki chłopak musi być, abym się z nim umówiła. Dla mnie najważniejsze jest abym się z nim dogadywała, mogła pogadać na każdy temat, a nie tylko do sporcie. Niestety jedyną osobą z którą miałam takie relacje był mój brat... ale przecież z bratem się nie umówię. W sumie odpowiadało mi bycie singielką i nie zamierzałam tego na razie zmieniać.
Chwilę później przyszła trenerka i rozpoczął się trening. Trwał około 3 godzin, bo przygotowywaliśmy się do kibicowania na najbliższych, piątkowych zawodach footballu. Zaraz po nich przebrałam się do popędziłam zmęczona do domu.
- Już jestem! - krzyknęłam przekraczając próg domu. - Carter jeszcze jest?
- Nie, już pojechał. Jakieś 30 minut temu.
Nie wiedząc co ze sobą począć sięgnęłam po laptopa i przeglądałam internet. Na facebooku zauważyłam status brata: "Własne cztery kąty... NARESZCIE!" i zdjęcie pokoju pełnego pudeł.
"No to kiedy impreza?" napisałam w komentarzu. "W piątek? Pasuje?" odpisałam po kilku sekundach. Pomyślałam o zawodach i o tym, że zaraz po nich można zabrać dziewczyny i kilku chłopaków i zrobić imprezę, więc zgodziłam się. Wyłączyłam laptopa. Miałam ochotę obejrzeć jakiś film, więc wybrałam się przed telewizor z miską popcornu.
-------------------------------------------------------------
Brain?
środa, 25 marca 2015
środa, 18 marca 2015
2.
*Perspektywa Brain'a*
Pomimo, że o poranku były promienie słońca nie cieszyłem się. Obudził mnie wstrętny odgłos koguta... Ugh... chętnie przyszykowałbym siekierę. Wspólne śniadanie z wujem i ciocią było rutyną. Zawsze prosili mnie o pomoc przy ranczu, ale odmawiałem. Na moje miejsce wstąpiła zawsze Helen i Eric. Kuzynostwo ubóstwiające tę pracę. Wiedzieli tylko, aby mi zostawiać pewnego konia do oporządzenia.
Słysząc dźwięk telefonu zerwałem się z krzesła. Zadzwonił mój kumpel z prośbą. Po odłożeniu telefonu wróciłem do stołu.
-Kto dzwonił? - Mruknęła ciotka.
-Kolega, zwinę się za jakąś godzinę.
-Zawieziesz Helen pod szkołę?
-Jasne. - Ukończyłem śniadanie. Przebrałem się w stare ciuchy. Luźne dresy, stara koszula w kratę. Obrałem kierunek stajni. Mijałem kolejne konie w boksach, od karych po najbielsze. Stanąłem przed dosyć dużym koniem. Był to ogier rasy Appaloosa, nazwany przeze mnie Apollo. I następna rutyna. Wyczyścić, dwudziestominutowa przejażdżka, prysznic a na końcu pozostawienie go na łąkach. Wróciłem do siebie, do pokoju. Wziąłem prysznic i nim spojrzałem na zegar wtargnęła do mnie Helen.
-No szybciej, bo się spóźnię!
-Wyjdź stąd...! - Krzyknąłem. Z szybkością ubrałem się w ucywilizowane ubrania. Podwiozłem kuzynkę, a potem wybrałem się do Cartera. Zamiast niego, spostrzegłem jakąś dziewczynę przy jego samochodzie. Gdy zapytała czy przyszedłem do niego, przytaknąłem. Dziewczyna wskazała mi drogę. Wchodząc do domu Cartera zdjąłem kaptur.
-Carter? Jesteś tu? - Zawołałem. Przeszedłem kilka metrów w poszukiwaniu kumpla.
-Przyjdź do kuchni. - Pakował kilka naczyń do pudeł.
-I po co Ci to? Po pierwszej imprezie pójdą w chuja. - Mruknąłem oglądając kubek z drużyną piłkarską.
-Jeść z miski nie będę.
-Carter, gdzie Lily? - Zza drzwi ujawniła się młoda kobieta. - Em, cześć. - Spojrzała na mnie i z wątpieniem się przywitała.
-Siems.
-Powinna być przy aucie. - Zniknęła z oczu. W ciągu kilku minut spakowaliśmy naczynia, sztuczce, większość ubrań. Wszystkie pudła zanieśliśmy do samochodu. Po tym wysiłku usiedliśmy przy stole. Ostatnie pakunki zaniosły jego siostry.
-Carter patrz kto przyszedł! - Spojrzałem się w ich kierunek. Był tam duży pies. Spojrzał na mnie i zaczął szczekać.
-Zamknij się... - Posłałem mu dziwne spojrzenie. Umilknął i z powrotem wybiegł na zewnątrz.
-A tak, to jest Lily a to Nicole.
-Miło mi, mówią na mnie Brain.
-No cześć. - Odbył się krótki dialog między mną, a nimi. Siedziałem przy stole patrząc na Cartera. Zastawiałem się, czy da radę samemu zarobić na mieszkanie. Zerknąłem na zegar, który leżał gdzieś na półce. Byłem u niego z co najmniej dwie i pół godziny.
-To może chcesz coś do picia? - Zaproponowała z uśmiechem jedna z dziewcząt.
_______________________________________________
Lily?
Pomimo, że o poranku były promienie słońca nie cieszyłem się. Obudził mnie wstrętny odgłos koguta... Ugh... chętnie przyszykowałbym siekierę. Wspólne śniadanie z wujem i ciocią było rutyną. Zawsze prosili mnie o pomoc przy ranczu, ale odmawiałem. Na moje miejsce wstąpiła zawsze Helen i Eric. Kuzynostwo ubóstwiające tę pracę. Wiedzieli tylko, aby mi zostawiać pewnego konia do oporządzenia.
Słysząc dźwięk telefonu zerwałem się z krzesła. Zadzwonił mój kumpel z prośbą. Po odłożeniu telefonu wróciłem do stołu.
-Kto dzwonił? - Mruknęła ciotka.
-Kolega, zwinę się za jakąś godzinę.
-Zawieziesz Helen pod szkołę?
-Jasne. - Ukończyłem śniadanie. Przebrałem się w stare ciuchy. Luźne dresy, stara koszula w kratę. Obrałem kierunek stajni. Mijałem kolejne konie w boksach, od karych po najbielsze. Stanąłem przed dosyć dużym koniem. Był to ogier rasy Appaloosa, nazwany przeze mnie Apollo. I następna rutyna. Wyczyścić, dwudziestominutowa przejażdżka, prysznic a na końcu pozostawienie go na łąkach. Wróciłem do siebie, do pokoju. Wziąłem prysznic i nim spojrzałem na zegar wtargnęła do mnie Helen.
-No szybciej, bo się spóźnię!
-Wyjdź stąd...! - Krzyknąłem. Z szybkością ubrałem się w ucywilizowane ubrania. Podwiozłem kuzynkę, a potem wybrałem się do Cartera. Zamiast niego, spostrzegłem jakąś dziewczynę przy jego samochodzie. Gdy zapytała czy przyszedłem do niego, przytaknąłem. Dziewczyna wskazała mi drogę. Wchodząc do domu Cartera zdjąłem kaptur.
-Carter? Jesteś tu? - Zawołałem. Przeszedłem kilka metrów w poszukiwaniu kumpla.
-Przyjdź do kuchni. - Pakował kilka naczyń do pudeł.
-I po co Ci to? Po pierwszej imprezie pójdą w chuja. - Mruknąłem oglądając kubek z drużyną piłkarską.
-Jeść z miski nie będę.
-Carter, gdzie Lily? - Zza drzwi ujawniła się młoda kobieta. - Em, cześć. - Spojrzała na mnie i z wątpieniem się przywitała.
-Siems.
-Powinna być przy aucie. - Zniknęła z oczu. W ciągu kilku minut spakowaliśmy naczynia, sztuczce, większość ubrań. Wszystkie pudła zanieśliśmy do samochodu. Po tym wysiłku usiedliśmy przy stole. Ostatnie pakunki zaniosły jego siostry.
-Carter patrz kto przyszedł! - Spojrzałem się w ich kierunek. Był tam duży pies. Spojrzał na mnie i zaczął szczekać.
-Zamknij się... - Posłałem mu dziwne spojrzenie. Umilknął i z powrotem wybiegł na zewnątrz.
-A tak, to jest Lily a to Nicole.
-Miło mi, mówią na mnie Brain.
-No cześć. - Odbył się krótki dialog między mną, a nimi. Siedziałem przy stole patrząc na Cartera. Zastawiałem się, czy da radę samemu zarobić na mieszkanie. Zerknąłem na zegar, który leżał gdzieś na półce. Byłem u niego z co najmniej dwie i pół godziny.
-To może chcesz coś do picia? - Zaproponowała z uśmiechem jedna z dziewcząt.
_______________________________________________
Lily?
wtorek, 17 marca 2015
1.
*Perspektywa Lily*
Promienie słońca wchodziły do pokoju budząc mnie. Na szczęście było już po dziesiątej, więc nie odczuwałam zmęczenia, tak jak było zazwyczaj w ciągu tygodnia. Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam. Sięgnęłam po jakieś ubrania i poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam na siebie szare dresy i czarną bluzkę z napisem "Never give up". Związałam włosy w kucyka i nałożyłam na rzęsy mascarę. Wychodząc z łazienki natknęłam się na siostrę.
- Czemu tak długo zajmowałaś tą łazienkę? - zapytała.
- Zajmowałam ją tyle ile trzeba było.
Byłam głodna, więc pomyślałam, że przydałoby się coś zjeść. Weszłam więc do kuchni, gdzie urzędował mój starszy brat - Carter. Właśnie skończył przygotowywać sobie kanapki, więc szybko podeszłam i zwinęłam jedną, którą zaraz wyrwał mi z dłoni.
- Sama sobie zrób, a nie kradniesz.
- Nie martw się, ostatni raz ci coś ukradłam. - w tym samym momencie ugryzłam jedzenie.
- Kiedy wychodzisz na trening? - zapytał odbiegając od tematu.
- Za cztery godziny, a co?
- Może pomożesz mi spakować część rzeczy do pudeł? Byłoby szybciej. - Wybuchłam śmiechem. Zaczęłam krztusić się kanapką. Szybko sięgnęłam po szklankę wody i napiłam się. - To za zjedzenie mi kanapki.
- I co będę mieć za pomoc i tracenie czasu?
- Mój pokój... starczy?
- Jeśli dołożysz stówkę to pomogę. - zaproponowałam, a po chwili dodałam. - Żartuję... pomogę za darmo.
Byliśmy rodzeństwem, jednak traktowaliśmy się też jak przyjaciół. Wszystkie swoje porażki i zwycięstwa przeżywaliśmy wspólnie. Wiele osób zazdrościło nam tego wszystkiego, ale jeśli się pokłócimy to musimy mieszkać pod jednym dachem i nikt się nie wyprowadzi. Przynajmniej tak było dotychczas, bo dziś nadszedł dzień kiedy mój brat pakował ostatnie rzeczy i przenosił się do swojego nowego mieszkania. Miał tylko 19 lat, ale chciał przeprowadzić się na swoje. Rozumiałam go, choć wolałabym gdyby jeszcze trochę z nami pomieszkał.
Chłopak wyszedł z kuchni, a ja zrobiłam sobie jajecznicę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść jednocześnie przeglądając internet w telefonie. Zaraz potem pozmywałam i chciałam pomóc przy pakowaniu ostatnich rzeczy.
- To za godzinę się widzimy. - usłyszałam koniec rozmowy mojego brata.
Nie wgłębiałam się w to z kim się widzi, lecz poszłam po kilka kartonów. Postawiłam je w pokoju i zaczęłam razem z nim wkładać kolejne rzeczy.
- Zaniesiesz to do samochodu? - zapytał mnie.
Kiwnęłam głową po czym wzięłam jedno pudło i otworzyłam drzwi wejściowe, a zaraz potem bagażnik, gdzie schowałam pakunki. Widziałam idącego ulicą bruneta w szarej bluzie, który szedł w kierunku naszego domu.
- Przyszedłeś do Cartera?
Potwierdził moje słowa, a ja pozwoliłam mu wejść i pokierowałam go gdzie jest mój brat. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że minęło około godziny od rozmowy chłopaka. To z nim się widzi...
------------------------------------------------------------------------------------------
Brian?
Promienie słońca wchodziły do pokoju budząc mnie. Na szczęście było już po dziesiątej, więc nie odczuwałam zmęczenia, tak jak było zazwyczaj w ciągu tygodnia. Zrzuciłam z siebie kołdrę i wstałam. Sięgnęłam po jakieś ubrania i poszłam wziąć szybki prysznic. Nałożyłam na siebie szare dresy i czarną bluzkę z napisem "Never give up". Związałam włosy w kucyka i nałożyłam na rzęsy mascarę. Wychodząc z łazienki natknęłam się na siostrę.
- Czemu tak długo zajmowałaś tą łazienkę? - zapytała.
- Zajmowałam ją tyle ile trzeba było.
Byłam głodna, więc pomyślałam, że przydałoby się coś zjeść. Weszłam więc do kuchni, gdzie urzędował mój starszy brat - Carter. Właśnie skończył przygotowywać sobie kanapki, więc szybko podeszłam i zwinęłam jedną, którą zaraz wyrwał mi z dłoni.
- Sama sobie zrób, a nie kradniesz.
- Nie martw się, ostatni raz ci coś ukradłam. - w tym samym momencie ugryzłam jedzenie.
- Kiedy wychodzisz na trening? - zapytał odbiegając od tematu.
- Za cztery godziny, a co?
- Może pomożesz mi spakować część rzeczy do pudeł? Byłoby szybciej. - Wybuchłam śmiechem. Zaczęłam krztusić się kanapką. Szybko sięgnęłam po szklankę wody i napiłam się. - To za zjedzenie mi kanapki.
- I co będę mieć za pomoc i tracenie czasu?
- Mój pokój... starczy?
- Jeśli dołożysz stówkę to pomogę. - zaproponowałam, a po chwili dodałam. - Żartuję... pomogę za darmo.
Byliśmy rodzeństwem, jednak traktowaliśmy się też jak przyjaciół. Wszystkie swoje porażki i zwycięstwa przeżywaliśmy wspólnie. Wiele osób zazdrościło nam tego wszystkiego, ale jeśli się pokłócimy to musimy mieszkać pod jednym dachem i nikt się nie wyprowadzi. Przynajmniej tak było dotychczas, bo dziś nadszedł dzień kiedy mój brat pakował ostatnie rzeczy i przenosił się do swojego nowego mieszkania. Miał tylko 19 lat, ale chciał przeprowadzić się na swoje. Rozumiałam go, choć wolałabym gdyby jeszcze trochę z nami pomieszkał.
Chłopak wyszedł z kuchni, a ja zrobiłam sobie jajecznicę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść jednocześnie przeglądając internet w telefonie. Zaraz potem pozmywałam i chciałam pomóc przy pakowaniu ostatnich rzeczy.
- To za godzinę się widzimy. - usłyszałam koniec rozmowy mojego brata.
Nie wgłębiałam się w to z kim się widzi, lecz poszłam po kilka kartonów. Postawiłam je w pokoju i zaczęłam razem z nim wkładać kolejne rzeczy.
- Zaniesiesz to do samochodu? - zapytał mnie.
Kiwnęłam głową po czym wzięłam jedno pudło i otworzyłam drzwi wejściowe, a zaraz potem bagażnik, gdzie schowałam pakunki. Widziałam idącego ulicą bruneta w szarej bluzie, który szedł w kierunku naszego domu.
- Przyszedłeś do Cartera?
Potwierdził moje słowa, a ja pozwoliłam mu wejść i pokierowałam go gdzie jest mój brat. Spojrzałam na telefon i zobaczyłam, że minęło około godziny od rozmowy chłopaka. To z nim się widzi...
------------------------------------------------------------------------------------------
Brian?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)