*Perspektywa Brain'a*
Pomimo, że o poranku były promienie słońca nie cieszyłem się. Obudził mnie wstrętny odgłos koguta... Ugh... chętnie przyszykowałbym siekierę. Wspólne śniadanie z wujem i ciocią było rutyną. Zawsze prosili mnie o pomoc przy ranczu, ale odmawiałem. Na moje miejsce wstąpiła zawsze Helen i Eric. Kuzynostwo ubóstwiające tę pracę. Wiedzieli tylko, aby mi zostawiać pewnego konia do oporządzenia.
Słysząc dźwięk telefonu zerwałem się z krzesła. Zadzwonił mój kumpel z prośbą. Po odłożeniu telefonu wróciłem do stołu.
-Kto dzwonił? - Mruknęła ciotka.
-Kolega, zwinę się za jakąś godzinę.
-Zawieziesz Helen pod szkołę?
-Jasne. - Ukończyłem śniadanie. Przebrałem się w stare ciuchy. Luźne dresy, stara koszula w kratę. Obrałem kierunek stajni. Mijałem kolejne konie w boksach, od karych po najbielsze. Stanąłem przed dosyć dużym koniem. Był to ogier rasy Appaloosa, nazwany przeze mnie Apollo. I następna rutyna. Wyczyścić, dwudziestominutowa przejażdżka, prysznic a na końcu pozostawienie go na łąkach. Wróciłem do siebie, do pokoju. Wziąłem prysznic i nim spojrzałem na zegar wtargnęła do mnie Helen.
-No szybciej, bo się spóźnię!
-Wyjdź stąd...! - Krzyknąłem. Z szybkością ubrałem się w ucywilizowane ubrania. Podwiozłem kuzynkę, a potem wybrałem się do Cartera. Zamiast niego, spostrzegłem jakąś dziewczynę przy jego samochodzie. Gdy zapytała czy przyszedłem do niego, przytaknąłem. Dziewczyna wskazała mi drogę. Wchodząc do domu Cartera zdjąłem kaptur.
-Carter? Jesteś tu? - Zawołałem. Przeszedłem kilka metrów w poszukiwaniu kumpla.
-Przyjdź do kuchni. - Pakował kilka naczyń do pudeł.
-I po co Ci to? Po pierwszej imprezie pójdą w chuja. - Mruknąłem oglądając kubek z drużyną piłkarską.
-Jeść z miski nie będę.
-Carter, gdzie Lily? - Zza drzwi ujawniła się młoda kobieta. - Em, cześć. - Spojrzała na mnie i z wątpieniem się przywitała.
-Siems.
-Powinna być przy aucie. - Zniknęła z oczu. W ciągu kilku minut spakowaliśmy naczynia, sztuczce, większość ubrań. Wszystkie pudła zanieśliśmy do samochodu. Po tym wysiłku usiedliśmy przy stole. Ostatnie pakunki zaniosły jego siostry.
-Carter patrz kto przyszedł! - Spojrzałem się w ich kierunek. Był tam duży pies. Spojrzał na mnie i zaczął szczekać.
-Zamknij się... - Posłałem mu dziwne spojrzenie. Umilknął i z powrotem wybiegł na zewnątrz.
-A tak, to jest Lily a to Nicole.
-Miło mi, mówią na mnie Brain.
-No cześć. - Odbył się krótki dialog między mną, a nimi. Siedziałem przy stole patrząc na Cartera. Zastawiałem się, czy da radę samemu zarobić na mieszkanie. Zerknąłem na zegar, który leżał gdzieś na półce. Byłem u niego z co najmniej dwie i pół godziny.
-To może chcesz coś do picia? - Zaproponowała z uśmiechem jedna z dziewcząt.
_______________________________________________
Lily?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz